Synek miał urodziny. Zażyczył sobie imprezę tematyczną, bo od dawna marzył, żeby mieć urodziny angry birds’owe. Zadbałam o wszystkie szczegóły: były baloniki, talerzyki i kubeczki, ozdoby, serwetki… Nawet zabawki Synka związane z tematyką ptaków miały swój udział w dokoracji. Wszystko było, tylko od jakiegoś czasu nie mogłam się zdecydować na ozdobę tortu. Przecież też musiał być ptakowy… Przejrzałam masę zdjęć w internecie w poszukiwaniu inspiracji. Widziałam mnóstwo przeróżnych pomysłów. Wreszcie wpadłam na to, że wystarczą po prostu same ptaki, bez jakichś udziwnień. Dzień przed urodzinami lepiłam wszystkie sama, bawiąc się w „cukierniczkę”, czyli damską odmianę cukiernika. Oto efekt:

image

Teoretycznie powinny one być jadalne, bo zrobione z gotowej masy marcepanowej, ale zapach tejże jakoś mi nie bardzo wskazywał na jej jadalność… No nic, przecież tort się spożywa zazwyczaj, więc bez paniki ;-)

image

Ozdoba tortu miała być niespodzianką dla Synka, ale przed jego oczkami nic się nie ukryje. A kiedy już zobaczył co robię myślał, że po prostu lepię sobie z plasteliny i chciał się przyłączyć.

image

image

image

Zorientował się jednak, że to nie plastelina, że nie pachnie ładnie, i że trzeba się paprać w sypkich barwnikach, i pozwolił mi spokojnie skończyć.

image

Przychodził tylko co jakiś czas sprawdzić, jak mi idzie. Był wniebowzięty, że robię mu tyle ptaków i to takich dużych, nie malutkich. Kazał mi jeszcze ulepić gniazdko z jajkami. Następnego dnia, czyli w urodziny, sam pokazywał paluszkiem, gdzie na torcie będą siedzieć ptaki, gdzie świnie… I ogólnie był bardzo zadowolony :-) A Wam jak się podoba moja pozaszydełkowa działalność ?


  • Facebook